Było dokładnie tak, jak w cygańskim hymnie:

 

Gelem, gelem lungone dromensa.

Maladilem bachtale Romensa

(Wędrowałem długimi drogami,

Napotkałem szczęśliwych Cyganów,)

 

Napotkałem. Siedzimy przy ognisku, siąpi deszcz, zimno. Cygański tabor w rumuńskich Karpatach. Bez kolorowych strojów i dźwięków skrzypiec. Zwykłe popołudnie.

Jakieś grosze przyniesione przez Murycę z pobliskiej wsi. Ramir czuje się źle, kończą się lekarstwa. Jedzenia tyle, co na jutrzejsze śniadanie.

Ale liczy się chwila, liczy się to co jest teraz. Rodzina razem, kociołek pełen parującej zupy, nakarmione konie.

 

Jutro?

Jutro z pewnością jakoś to będzie.